niedziela, 5 maja 2013

3. Tajemniczy nieznajomy.

                Widziałam nie zadowolenie na twarzy Very, która akurat schodziła po schodach w moją stronę.
                - Jeszcze raz obudzisz mnie w środku nocy, a Cię zatłukę. Przysięgam, Lotta! - przerwała, ziewając. - Że też akurat teraz chce Ci się wyjść pobawić. Jesteś niemożliwa!
                Wywróciłam oczami. Vera była moją najlepszą przyjaciółką od dzieciństwa, zawsze towarzyszyła mi w nocnych wyprawach po klubach, a potem w bólu głowy i jedzeniu chipsów. Zawsze służyła dobrą radą, pomocnym słowem. Była nie zastąpiona. To właśnie ona, mój brat i współpracownik Ren wspierali mnie na duchu, podczas gdy mój ojciec przeżywał katusze, krztusząc się i plując krwią.
                Mimo tego, że byłyśmy przyjaciółkami, strasznie się od siebie różniłyśmy. Vera - blond włosa, długonoga piękność o oczach wyrazistych jak zachód słońca, o odcieniu morza. Miała smukłą sylwetkę, i mimo, że wyglądała na nie szkodliwą, potrafiła w sile dorównać nie jednemu chłopakowi. Miała wiele pomysłów, które nie zawsze mi się podobały, a co najgorsze - nie zawsze były bezpieczne. Ja wolałam nocne zabawy w klubach z tylko odrobiną alkoholu, ale Vera czasami przesadzała.
                Krótko mówiąc, była moją jedyną przyjaciółką i okropnym przeciwieństwem.
                - Vera.. Po prostu muszę, no muszę! Proszęęęę! No weź! Tylko dzisiaj i dam ci spokój. - uścisnęłam ją, gdy podeszła do mnie sennym krokiem.
                Przyjrzałam się jej wyglądowi. Na ustach miała lekki, różowy błyszczyk, proste włosy oraz grzywkę, wyraziście pomalowane rzęsy, oraz przepiękną, lekko różową sukienkę sięgającą przed udo. Do piersi sukienka była koronkowana. Uroku dodawały jej długie, chude nogi i równie różowe szpilki. Wyglądała nieziemsko.
                Ja zakręciłam swoje czarne jak noc włosy, pomalowałam usta czerwoną, mocną szminką, powieki na lekki niebieski, rzęsy wyraziście przejechane tuszem. Moja sukienka była cekinowa, za to czarna i równie krótka co Very. Na stopach miałam czarne szpilki, które dodawały mi kilku centymetrów wzrostu z racji tego, jak byłam niska.
                Widziałam, jak Vera piorunowała mnie wzrokiem. Nie podobał się jej mój pomysł, w końcu była druga w nocy. Moja przyjaciółka jednak była świadoma, że życie w klubie zaczyna się dopiero nocą, jednakże nie była w pewni przekonana do naszego wypadu do The Limelight.
                Gdy wysiadłyśmy a taxówki, rzucił się nam w oczy gigantyczny, oświetlony napis "The Limelight". Cały klub emanował blaskiem ze środka jednopiętrowego budynku, szczypiąc nas w oczy. Weszłyśmy, rozglądając się na wszystkie strony. Ściany były pomalowane na krwistą czerwień w jakieś wzorki. Na podeście na samym końcu pomieszczenia można było zauważyć kapelę, która grała rocka, a przed nią ludzi, kołyszących się w rytm muzyki. Po prawej stronie ściany widniał bar z kilkoma siedzeniami wokół siebie, a po lewej, w rogu pomieszczenia, wiele stolików. Nad naszymi głowami świeciły ostro żarówki uwięzione w wielkich lampach. Przy tylnym wyjściu można było zauważyć spiralne schody wiodące w górę. Kiwnęłam głową do Very, podbródkiem pokazując jej schody.
                - Zostajemy tu, czy idziemy na górę? - zapytałam, przekrzykując tłum ludzi.
                Vera wzruszyła ramionami, przepychając się przez tłum. Wiedziałam, że chce dostać się do baru po drinka, albo coś mocniejszego. Tym razem to ja wzruszyłam zobojętniała ramionami, idąc za przyjaciółką. Gdy dostałyśmy się do baru, od razu rzucił mi się w oczy barman. Był muskularny, z ostrymi i wyrazistymi rysami twarzy. Jego oczy wydawały się puste, jakby był nieobecny, jednak nie straciły swojego piwnego koloru. Miał brązowe, przystrzyżone włosy, kilka tatuaży na obu dłoniach i obojczyku. Każde wskazywały co innego; to śmierć; to rozstanie; to coś jeszcze innego.
                - Co podać? - zapytał obojętnie, znudzony. Zapewne miał o wiele lepsze rzeczy do roboty, niż ślęczenie za barem i wysłuchiwanie problemów i zamówień nastolatków, którzy chcą upić się do nieprzytomności.
                - Dwa drinki. - odpowiedziała Vera, poprawiając włosy, które pod wpływem światła stały się jeszcze bardziej jasne. O ile tak się dało.
                Barman o nic więcej nie zapytał. W ciszy przygotował drinki, które nam po dłuższej chwili podał. Vera zapłaciła, po czym obydwie usiadłyśmy w rogu lewej ściany. Wypiłyśmy do dna drinka, potem kolejnego, jeszcze jednego..
                - Idziemy tańczyć? - zapytała Vera, która już coraz mniej kontaktowała z otoczeniem; a raczej ze mną. Kiwnęłam tylko głową, po czym razem ruszyłyśmy w stronę parkietu tanecznym krokiem. Połowa osób już spała gdzieś na górze, gdyż to tam było mniej ludzi, którzy powoli musieli wychodzić.
                Tuż przy podeście, na którym grały kapele, było wiele miejsca, przez co wydawało się, że lokal odwiedza bardzo mało osób. Był to jednak najlepszy klub w Seattle. Życie tutaj zaczynało się tylko i wyłącznie nocą, kiedy to w klubie aż roiło się od pijaków i nastolatków, którzy chcieli odciąć się od życia codziennego.
                Tak samo jak ja.
                Razem z Verą tańczyłam do rytmu muzyki, która obijała się o moje uszy. Widziałam wiele par, które tańczyły żwawo, umieli się bawić, wyluzować, a nie chodzić na randki ze smutną, zardzewiałą melodią do kołysania biodrami i opierania rąk o swoje ciała. Gdy tylko okręciłam się, śmiejąc z wygłupów Very, przed sobą nie zauważyłam przyjaciółki, tylko jakiegoś mężczyznę, który wziął mnie za dłoń i okręcił wokół własnej osi. Byłam już lekko wstawiona, więc tylko śmiałam się jak głupia, kołysząc się wraz z nieznajomym, który coraz bardziej zbliżał moje ciało do swojego. Czułam zapach jego perfum, czasem wody kolońskiej, alkoholu i potu, który widać było na jego czole. Złapał mnie w pasie, gdy wokal przycichł, a kapela nuciła samą melodię. Nieznajomy, z którym tańczyłam, uśmiechał się.
                - Taka ładna dziewczyna jak ty, nie powinna być tutaj sama, nie sądzisz? - wyszeptał mi do ucha. Z tej odległości czułam każdy jego zapach, każdy minimalny zapach na jego ciele i włosach. Uśmiechnęłam się delikatnie, zarzucając mu ręce za szyję.
                - Nie jestem sama. Moja przyjaciółka gdzieś się zawieruszyła. - odparłam równie cicho. Mężczyzna pokiwał tylko głową, niezbyt zadowolony z faktu, że nie jestem tu sama. Albo może mi się tak wydawało?
                - Może pójdziemy się czegoś napić? - wyszeptał, delikatnie odchylając głowę i pozwalając, aby moje dłonie opadły bezwładnie przy talii. Wziął mnie za dłoń, lekko ciągnąc w stronę wolnego stoliku. Po chwili przyszedł barman. - Ryan, dwie cole z lodem, proszę. - poprosił mój towarzysz taneczny.
                Ryan pokiwał głową, po czym bez słowa odszedł. Nieznajomy mi mężczyzna spoglądał na mnie, po czym powiedział:
                - Może poszukamy twojej przyjaciółki, hmm?
                Pokręciłam głową. Uśmiechnęłam się do niego, po czym kiwnęłam głową w stronę barmana, chcąc mu tym podziękować, po czym wyjęłam portfel z małej kopertówki. Jednak nieznajomy mnie wyprzedził i zapłacił, na co ja ze śmiechem fuknęłam.
                - Nie lubię, gdy damy płacą, szczególnie, kiedy w towarzystwie mają faceta. - wyjaśnił.
                - Nie jestem żadną damą. A poza tym, ja nie lubię, gdy mi stawiają. - odgryzłam się, biorąc słomkę do ust i upijając łyka coli.
                - Cóż, trudno. - zaśmiał się wdzięcznie. - Lubię za kogoś płacić. Mój nawyk. Przyzwyczaisz się, gdy mnie poznasz.
                - A jeśli nie poznam?
                - To nie wiesz, co tracisz.
                - To jednak wolę cię poznać. - odparłam, opierając brodę o złączone dłonie.
                Uśmiechnął się, po czym kiwnął głową.
                - Jestem Tyler. - przedstawił się.
                - Charlotte, ale wolę, jak mówią mi Lotte albo Char. - puściłam Tylerowi oczko.
                Wziął mą dłoń w swoją, po czym ucałował jej wierzch. Uśmiechnął się przeuroczo, ukazując na policzkach małe dołeczki. Wyglądał przesłodko.
                - Charlotte! - usłyszałam krzyk Very, gdy Tyler już otwierał usta, aby coś powiedzieć. Szybko jednak je zamknął, zaciskając szczęki. Nie był zadowolony z powrotu mojej przyjaciółki. A ta, gdy tylko go zobaczyła, od razu znieruchomiała. - Charlotte, powinnyśmy iść. - oznajmiła chłodno.
                Zaskoczyła mnie tym zachowaniem. Zwykle była naprawdę entuzjastycznie nastawiona do poznawania nowych osób, a teraz mierzyła wzrokiem mojego nowego towarzysza. Gdyby jej wzrok byłby zamienić w kamień jak Meduza, Vera na pewno zrobiłaby to dla Tylera. Zmarszczyłam brwi. Nie rozumiałam jej toku myślenia. Nim jednak zdołałam się odezwać, mój towarzysz wziął chusteczkę i nabazgrał coś na niej. Podał mi ją, wymawiając cicho:
                - Jeśli będziesz chciała się spotkać, zadzwoń. Zawsze będę do usług.
                Pokiwałam ledwo widocznie głową, uśmiechając się delikatnie. Kiwnęłam w stronę Tylera, po czym wstałam i ruszyłam za Verą. Aż do opuszczenia lokalu czułam na sobie ciepły wzrok i oddech mężczyzny. Vera siedziała cicho, idąc szybkim krokiem ku taxówce. O co jej chodziło, do jasnej cholery?
                Nagle jednak zatrzymała się, spojrzała na mnie i powiedziała sucho:
                - Nie powinnaś się z nim spotykać, Charlotte.

----------------
I na tych słowach kończę rozdział! Zdziwieni? Zadowoleni? Mam nadzieję! Napisałam rozdział, gdzie nie było za wesoło dla Charlotte, ale go usunęłam kilka godzin po opublikowaniu. Nic mi się w nim nie podobało, kompletnie. A ten? Jestem z niego bardzo zadowolona. Może dlatego, że tu stosuję opisy miejsc, postaci? Tutaj wyszło mi to - jak na mnie - świetnie.
Nie wiem, kiedy pojawi się następny rozdział. Przyjaciele nie dają mi spokoju z dworem, nawet jak dzisiaj padała burza z gradem! Ale było warto! :D
Prawie 400 wyświetleń. Dziękuję <3
Pozdrawiam!
                                                    Czytasz - Komentujesz

3 komentarze:

  1. Uuu...Aż jestem ciekawa dlaczego Charlotte nie może się spotkać z Tylerem. Może Vera wie coś o nim? Nie no ciekawa jestem jak cholera ( przepraszam za wyrażenie :D ) Rozdział Zajebisty xD Czekam nn :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Wow, dzisiaj przeczytałam pierwsze rozdziały twojego opowiadania i powiem Ci, że zainteresowało mnie bardzo. Jestem ciekawa kim jest Tyler i o co chodzi Verze (nie wiem jak to odmienić O.o). Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału :D
    P.S Dziękuję, że zostawiłaś po sobie komentarz na moim blogu :D

    http://zahipnotyzowanaja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. I kolejny świetny rozdział. Zdobywasz rozgłos Maleńka ;* A tak nie wierzysz w swoje możliwości.Więcej wiary,a zdobędziesz sukces!
    A wiesz co mnie zastanawia? Dlaczego jej przyjaciółka ma na imię akurat Vera? Hmmm...
    Wydaje mi się, że miała ona styczność z Tylerem wcześniej niż Lotta. Ale co się wydarzyło?
    http://czarnyy-bez.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Obserwatorzy