Westchnęłam i przetarłam czoło, mrużąc oczy. Nienawidziłam tej pracy jak niczego innego na świecie. Ale z czegoś żyć musiałam, no nie? Może i mieszkam z mamą, ale to dzięki mnie jeszcze mieszkamy tam, gdzie mieszkamy.
Moją pracę - czyszczenie szklanek za barem - przerwał gruby, męski głos, który dobrze znałam:
- Charlotte, Ty sobie nie odpuścisz, co? - parsknął śmiechem. Zamknął drzwi swojego małego pomieszczenia, rzucając w moją stronę klucze. - Dzisiaj na Ciebie przypada kolej zamknięcia. Despedida. Dobrej nocy, maleńka.
Kiwnęłam tylko głową, chowając klucze do kieszeni jeansów. Jeśli znajdę lepszą pracę, wytknę wszystkim środkowy palec i splunę w twarz.
- Dzisiaj na Ciebie przypada kolej zamknięcia - wyrecytowałam męskim głosem, mrużąc oczy. - Jeśli to wszystko tak ma wyglądać, to ja dziękuję. Szkoda tylko, że ciągle zamykam ten burdel.
Westchnęłam cicho. Odłożyłam czystą, i ostatnią, szklankę, zrzuciłam rękawiczki na podłogę bez żadnych skrupułów, po czym zaczęłam iść w stronę drzwi. Mimo, że pracuję tu już od roku, dostaję figę z makiem, jako jedyna wychodzę z pracy ostatnia, bo wszyscy muszą jechać do swoich rodzin. Szkoda tylko, że mój ojciec dostawił mamie ładunek nasienia po czym uciekł gdzie pieprz rośnie.
Przekręciłam kluczyk w lewo, upajając się skrzypieniem starego zamka. Wyjęłam klucz, po czym schowałam go z powrotem w jeansy. Założyłam skórzaną, czarną kurtkę, z długich włosów robiąc kucyka. Włożyłam obie dłonie do kieszeni kurtki, idąc przed siebie, wtapiając się w ciemny wieczór. Do klatki schodowej nie miałam daleko - zaledwie dwie przecznice, które zadziwiająco wolno pokonywałam szybkim krokiem.
Weszłam do zatłoczonego przedpokoju, omijając rzygi przyjaciół matki. Zdjęłam kurtkę, jednak nie wahałam się z odłożeniem jej gdzie indziej niż na wieszaku przed brudnymi łapskami nieodpowiedzialnych dorosłych.
- Gdzie się, do kurwy nędzy, podziewałaś?! - usłyszałam krzyk, a zaraz potem, zanim zdołałam wejść do swojego pokoju, poczułam pociągnięcie za włosy. Syknęłam cicho z bólu.
- To moja sprawa - syknęłam, odwracając się i patrząc w oczy mojej rodzicielce, którą mało obchodziło moje życie - chyba, że była pijana. - Zobacz, która godzina. To, że Max poszedł do przyjaciela, nie oznacza, że od razu musisz wydawać moje ciężko zarobione pieniądze na alkohol.
Przyzwyczaiłam się do szyderczego śmiechu mojej matki. Właśnie teraz śmiała mi się prosto w twarz, od czasu do czasu upuszczając trochę śliny na podłogę. Wywróciłam oczami. Zeszłam jej z drogi, idąc do pokoju gościnnego, kuchni, łazienki, do wszystkich pomieszczeń mieszkalnych, oprócz mojego pokoju, którego nie ważyłaby się tknąć, wiedząc, że wybuchnę.
Jednym słowem mogłam opisać tą imprezę, a raczej jej pozostałości. Wszyscy, którzy mnie zobaczyli, mamrotali coś i chwiejnie odchodzili w stronę dworu. Burdel.
- Impreza trwa! - krzyknęła dziko moja rodzicielka.
Posłałam jej spojrzenie pełne chłodu i nienawiści. Miałam tego wszystkiego dość. Matka dobrze o tym wiedziała, ale mną się nie przejmowała, bo po co? Jej dziećmi była dobra zabawa i wódka.
Gdy cały dom opustoszał, mierzyłyśmy się wzrokiem. Cisza, jaka panowała między nami, była więcej niż przerażająca. Żadna nie chciała się odezwać ani przeprosić za swoje zachowanie - co powinna zrobić moja matka.
- Do swojego pokoju. - w końcu cisza została przerwana.
- Pędzę. - syknęłam. Sarkazm w moim głosie ociekał trucizną nienawiści, na którą mama się przygotowała splunięciem pod stopy.
- Masz się mnie słuchać. - odparła w miarę spokojnie.
- Kogo? Pijaczki, która za własne dzieci uznaje alkohol, a swoją córkę i syna zaniedbuje, wydaje ich pieniądze? Nienawidzę cię. Jesteś zwykłym śmieciem, mamo.
Gdy wypowiadałam te słowa, mama podeszła do mnie, cała drżąc. Założyłam dłonie na piersi, bez żadnych oporów przyjmując cios w twarz. Głowa odskoczyła mi do tyłu, a sama ja cofnęłam się o krok.
- Śmieć. - powtórzyłam, czując krew w ustach.
Patrzałam w oczy Samancie Smith, w której tęczówkach kryła się głęboka nienawiść. Znów uniosła rękę. Gdy była milimetr od mojej twarzy, zawahała się. Zaśmiałam się, odeszłam do łazienki, nalewając sobie wody aż po wannę.
Nienawidzę tego pomieszczenia. Westchnęłam cicho, zdejmując ubrania i spoglądając w wielkie lustro, które jest jednym z dwóch mebli stojących w łazience.
Jestem okropnie chuda. Nie jem za dużo, ale też nie za mało, jednakże mój organizm połowę oddaje na nowo.
Weszłam do wanny, zaciskając powieki. Było o wiele za gorąco jak na mój gust, ale musiałam przecież zmyć z siebie odór wymiocin i alkoholu. A przede wszystkim: musiałam się stąd wyrwać. Czemu właśnie taka myśl doszła do mnie dopiero, gdy siedziałam w wannie, a nie, gdy wchodziłam do przedpokoju nasączonego alkoholem i rzygami? Mogłam od razu dać nogę, powiedzieć Maxowi, żeby zrobił to samo, co ja, uciekł z tego azylu..
Ale mimo wszystko nie mogłam zostawić matki. Miałam w dupie, że siedzę w tym więzieniu, robiąc wszystko co w mojej mocy, żeby im nie było ciężko, żeby mieli jak żyć. Nie chciałam, żeby moja mama się załamała.
Po raz kolejny w tamtym miesiącu, zakopałam się w ciepłej wodzie, nie chcąc, aby łzy pociekły po policzkach. Chciałam, żeby poleciały do wody. I również tak było. Zmieszały się z wodą, która wtedy była moim jedynym ukojeniem na zadane wewnętrznie rany. To była moja jedyna odskocznia. Do czasu..
----------------
Wreszcie napisałam rozdział! Mam nadzieję, że się podoba, moim zdaniem jest nawet, nawet. A co Wy sądzicie? :D
Wow! Muszę powiedzieć, że piszesz naprawdę świetnie. Rozdział jest co prawda dość krótki, ale czytałam go z niemałą przyjemnością. <3 Dawno nie znalazłam bloga, który by mi tak przypadł do gustu. Poza tym spodobała mi się postać przez ciebie wykreowana, jest taka nieoczywista, niejednoznaczna. Sama już nie wiem, co napisać,ale w każdym razie czekam na kolejną część. :3
OdpowiedzUsuńhidden-crimes.blogspot.com
Miło mi to słyszeć, naprawdę! :D Nie sądziłam, że komuś coś takiego się spodoba, ale naprawdę się cieszę, że podoba się chociażby Tobie :3
UsuńNie wiem, skąd się wziął pomysł na Charlotte, ot tak.
W każdym bądź razie, cieszę się, że mój blog Ci się spodobał jak i główna bohaterka <3
Cóż, może i mało jest osóbek, które potrafią docenić coś nieco bardziej kreatywnego, niż kolejny Potterowski fanfick, których się teraz namnożyło i nawet, jeżeli autor kompletnie nie umie pisać, to i tak ma pełno fanów; ale i tak zawsze się ktoś taki znajdzie. <3 A co do komentarza niżej... Im więcej nieszczęść namnożysz w życiu i tak już nieźle pokrzywdzonej Charlotte, tym lepiej! <3 (Nieee, wcale nie jestem sadystką!)
UsuńTo teraz tak. W końcu doczekałam się rozdziału ^ ^ Ma na prawdę "niezłą" matkę. Współczuje dziewczynie...Sama bym nie chciała taką, która tylko imprezuje. Co do rozdziału to mi się on bardzo, ale to bardzo podoba :) A co do szablonu jest śliczny *.* Czekam nn :*
OdpowiedzUsuńhttp://magic-is-in-all-of-us.blogspot.com/
Kto by chciał mieć taką matkę? Rodzice głównej bohaterki się nią nie przejmują, co chyba widać, ale co do jej matki mam inne plany, które może się spełnią, a może nie. I na pewno nie przypadną do gustu, o nie nie.
UsuńCieszę się, że Ci się podoba! :) Co do szablonu, również twierdzę, że jest śliczny!
Pozdrawiam! :) <3
Naprawdę masz talent!!!!! Chociaż rozdział nie był za długi to i tak wspaniale go się czytało ;))) Na pewno będę tutaj wpadać ;* Dodawaj kolejny i zaspokój moją ciekawość ;3
OdpowiedzUsuńNominowałam cię do Liebster Blog Award ;)))
Więcej znajdziesz tu ------> http://my-difficult-choice.blogspot.com/p/liebster-blog-award.html :D